Bez porad i wskazówek…

Na stronach poradników, dziesiątki świątecznych porad i wskazówek…
O głowy schyleniu, sercu, łezce w oku,przebaczeniu, pojednaniu, ani słowa…

Pamiętam wieczerzę kiedy w „bezdomiu” ciało i myśli…
Wrzątek, dżem, chleb, trochę ciasta. Ostrzyżony, umyty,w czystej odzieży.W opuszczonym szałasie, pod Łabowską Halą. Śpiwór rozłożony, talerz, kubek, termos, świąteczny obrus na deskach podłogi, świeczka….Szczęśliwy z posiadania baterii naładowanych, trzymanych przy ciele przez kilka dni, aby się nie rozładowały. Siedząc przed tym szałasem, pod gwiazdami, dzięki bateriom, wraz z radiem na całą łąkę.kolęd śpiewanie…..

Piękny świąteczny czas, z łezką niejedną, będącą baterią dla serca, dla myśli, dla duszy.
Bez 10 przepisów i sposobów, udane święta….

Schowany coraz bardziej.Bez potrzeby otrzymania odpowiedzi.
Zbyt bolesna ? nie wiem.
Kiedy rozglądanie bardziej ciche.Niezrozumienie ze zdumieniem wymieszane.
Ktoś: ucieczka. Nie, schowanie bez potrzeby manifestacji.
Pogodzenie, wielkości łzy.

Fragment do…

 

Fragment drogi do domu, prawie każdego dnia przemierzany. Czy aby do domu jednak ? Czy nie do chatki, miejsca zamieszkania, miejsca pobytu…

„Każdy z nas żyjąc na ziemi ma wybudować trwały dom w niebie. Materiałem do tej budowy jest każdy dzień życia tu na ziemi” jak powiedział kiedyś ks.Tomasz Mular.

„Tam dom gdzie serce moje”, jeśli więc do Boga wybiega myślami i wdzięcznością…To jednak fragment drogi do chatki, do miejsca zamieszkania.

 

Jak liść kruchy

Piosenka dzisiaj zamieszczona, ta w tle, o liściu. Nie z powodu jesieni napisana. Z powodu liścia, co jakiś czas opadającego za oknem. Napisana w dniach kiedy przez krętka któremu na imię Borelia, tygodnie jesienne, długie, nieruchomo spędzić musiałem. Kiedy to z każdym dniem, dochodziło do mnie coraz bardziej, jak kruche moje życie. Marzenia w niechodzeniu, o łąk zapachu przemierzanie… I to przeświadczenie, ten spokój w najbardziej kruchych chwilach, że kiedyś, po całkowitym rozkruszeniu, nad światła gwiazd wyruszę.

Z pamiętnika, ciąg dalszy…

Przeglądam w internecie informacje. Czytam o ciekawostkach przyrody, czasem o wydarzeniach politycznych, wynikach sportowych…Ale najdłużej zatrzymuję się przy artykułach dotyczących niesprawiedliwości, aktów przemocy wobec słabszych. Dziś zatrzymałem się na wspomnieniach dwudziestojednoletniej kobiety opowiadającej o…przebaczeniu i miłości. Kobieta ta, od trzeciego roku życia, przez pięć lat, zamieszkiwała w szafie. Czasem z niej była wyciągana aby w obecności matki być gwałcona i wrzucana z powrotem do szafy. W szafie kocyk zasikany i co jakiś czas wrzucane resztki jedzenia. Za ścianą słyszała bawiące się rodzeństwo…

Pamiętam podarowane mi dzieciństwo. Częste spanie po rowach, po piwnicach. Pamiętam kabel od żelazka na udach i plecach…Ale po mimo tych doświadczeń, śmiało mogę powiedzieć: Dziękuję Ci Boże za moje dzieciństwo.

Dzisiejsze odkryte w internecie wspomnienia młodej kobiety, to kropla w oceanie bólu jaki jest na świecie. Ale oceanem cierpienia i bólu będąca dla tej malej dziewczynki, i dla Boga także: tak myślę, taką mam nadzieję.

Fragment z pamiętnika.
Pokój u Sióstr Szarytek. 10.01. 2015

Drabina marzeń, fragment z pamiętnika.

 
Zdarza się, że zasypiając, człowiek się wspina po drabinie marzeń. Czasem na najwyższy jej szczebel marzenia wnosi. Marzy. Co by człowiek nabył,po jakich górach jeszcze podeszwy starł. Że książkę by może wydał, płytę nagrał. Domek malutki kupił z piecem starym, firanki śnieżnobiałe w oknie zawiesił. Nad piecem sznur cebuli, czosnku, ziół. Obok pieca drwa poukładał. Kota przygarnął i piesia ze schroniska koniecznie, co go nie wiadomo za co za kraty wsadzili….
 
Ale o świcie rozgardiasz poranny zastają oczy i serce. Obcy szałas, bez firanek, pieca. Nikt nie czyta, nikt nie słucha. Pakowanie posiadania szybkie, aby kto nie obsztorcował. Opuszczanie szałasu obcego…
 
Dziękuję Bogu za noc spokojną w obcym szałasie, za drogę. Tylko, tylko piesia co wciąż za kratkami, żal.
 
Szałas, Gorce 17 kwiecień.2012.