Fragment do…

 

Fragment drogi do domu, prawie każdego dnia przemierzany. Czy aby do domu jednak ? Czy nie do chatki, miejsca zamieszkania, miejsca pobytu…

„Każdy z nas żyjąc na ziemi ma wybudować trwały dom w niebie. Materiałem do tej budowy jest każdy dzień życia tu na ziemi” jak powiedział kiedyś ks.Tomasz Mular.

„Tam dom gdzie serce moje”, jeśli więc do Boga wybiega myślami i wdzięcznością…To jednak fragment drogi do chatki, do miejsca zamieszkania.

 

Jak liść kruchy

Piosenka dzisiaj zamieszczona, ta w tle, o liściu. Nie z powodu jesieni napisana. Z powodu liścia, co jakiś czas opadającego za oknem. Napisana w dniach kiedy przez krętka któremu na imię Borelia, tygodnie jesienne, długie, nieruchomo spędzić musiałem. Kiedy to z każdym dniem, dochodziło do mnie coraz bardziej, jak kruche moje życie. Marzenia w niechodzeniu, o łąk zapachu przemierzanie… I to przeświadczenie, ten spokój w najbardziej kruchych chwilach, że kiedyś, po całkowitym rozkruszeniu, nad światła gwiazd wyruszę.

Z pamiętnika, ciąg dalszy…

Przeglądam w internecie informacje. Czytam o ciekawostkach przyrody, czasem o wydarzeniach politycznych, wynikach sportowych…Ale najdłużej zatrzymuję się przy artykułach dotyczących niesprawiedliwości, aktów przemocy wobec słabszych. Dziś zatrzymałem się na wspomnieniach dwudziestojednoletniej kobiety opowiadającej o…przebaczeniu i miłości. Kobieta ta, od trzeciego roku życia, przez pięć lat, zamieszkiwała w szafie. Czasem z niej była wyciągana aby w obecności matki być gwałcona i wrzucana z powrotem do szafy. W szafie kocyk zasikany i co jakiś czas wrzucane resztki jedzenia. Za ścianą słyszała bawiące się rodzeństwo…

Pamiętam podarowane mi dzieciństwo. Częste spanie po rowach, po piwnicach. Pamiętam kabel od żelazka na udach i plecach…Ale po mimo tych doświadczeń, śmiało mogę powiedzieć: Dziękuję Ci Boże za moje dzieciństwo.

Dzisiejsze odkryte w internecie wspomnienia młodej kobiety, to kropla w oceanie bólu jaki jest na świecie. Ale oceanem cierpienia i bólu będąca dla tej malej dziewczynki, i dla Boga także: tak myślę, taką mam nadzieję.

Fragment z pamiętnika.
Pokój u Sióstr Szarytek. 10.01. 2015

Drabina marzeń, fragment z pamiętnika.

 
Zdarza się, że zasypiając, człowiek się wspina po drabinie marzeń. Czasem na najwyższy jej szczebel marzenia wnosi. Marzy. Co by człowiek nabył,po jakich górach jeszcze podeszwy starł. Że książkę by może wydał, płytę nagrał. Domek malutki kupił z piecem starym, firanki śnieżnobiałe w oknie zawiesił. Nad piecem sznur cebuli, czosnku, ziół. Obok pieca drwa poukładał. Kota przygarnął i piesia ze schroniska koniecznie, co go nie wiadomo za co za kraty wsadzili….
 
Ale o świcie rozgardiasz poranny zastają oczy i serce. Obcy szałas, bez firanek, pieca. Nikt nie czyta, nikt nie słucha. Pakowanie posiadania szybkie, aby kto nie obsztorcował. Opuszczanie szałasu obcego…
 
Dziękuję Bogu za noc spokojną w obcym szałasie, za drogę. Tylko, tylko piesia co wciąż za kratkami, żal.
 
Szałas, Gorce 17 kwiecień.2012.

Pytanie, fragment z pamiętnika.

 
 
Dziś pytanie. Pytam, o pokochanie bezdomności mi podarowanej, będącej jak kropla. Cichej i delikatnej. Dyskretnie i pokornie sięgającej do kosza na śmieci, która znajdując coś,czuje się jakby to przywłaszczała. Pytam o pokochanie bezdomności płonącej ze wstydu, gdy zostaje zmuszona przez puste kosze, do wybierania rozsypanego jedzenia z kałuży. Pytam o pokochanie bezdomności płonącej ze wstydu, ustawiającej się w kolejce po wydawaną zupę i kawałek chleba, który pieczołowicie dzieli na dwie części, na teraz i na później. Pytam Cię dziś o pokochanie bycia bezdomnym, takim jak kropla na pajęczej sieci, jak kropla roztrzaskująca się o wodę.
Pytam o pokochanie bezdomności którą tylko Ty dostrzegasz…
 
Kraków, wnęka. Styczeń 2010

Poranne ubieranie, fragment z pamiętnika.

 
Zamilkł człowiek, na gałęzi myślami przysiadł wraz z ptakami, co tylko na jakiś czas na tej gałązce. I doświadczył gałęzi łamania…
 
Doświadczenie, pierwszy raz tak przenikliwe i bolesne. Na ziemie powalenie,zabranie powietrza z płuc, nogi jakby w piec hutniczy ktoś włożył, serce o mało nie eksploduje, potężny ucisk na tył głowy…Strach, lęk, pogodzenie. trzask życia.
 
„Jeśli możesz oddal tą chwilę” resztkami sił na głos wypowiadam.
 
Zasypiam. Kolejny dzień podarowany. Pozostaje lęk przed każdą kolejna nocą. W dzień chodzę noga za nogą, od lekarza do lekarza. Wspominam podarowane piękne chwile. Spotykając znajomych, zadaje sobie w myślach pytanie :- czy jutro cie zobaczę ? Wieczorem starannie się myję i golę, sprzątam dookoła, na wypadek gdyby ktoś mnie rano znalazł…
 
Po kilku miesiącach tabletek połykania przychodzi odpoczynek dla ciała. Mam się znacznie lepiej przez prawie miesiąc. Znowu się przewracam, jestem potwornie zmęczony. Dokuczają nerki, wątroba,śledziona, trzustka, serce, głowa. Borelioza….I tak z tą panną Borelią sobie chodzimy. Chociaż nie zawsze chodzimy, czasem leżymy, w namiocie, w chatce, szałasie, u Aniołów kilka miesięcy. Od kilku miesięcy mam się znacznie lepiej. Przez ten czas wydaję wszystkie zapracowane pieniądze, oraz te podarowane od kilku znajomych, na leki, wizyty lekarskie…
 
Pasmo Radziejowej,Beskid Sądecki 30 Styczeń 2015

Fragment z pamiętnika.

Jest coś niesamowitego w doświadczaniu podekscytowania. Czy to z racji spotkania z drugim człowiekiem, czy też z powodu nabytego przedmiotu, oglądanych widoków. Ale są chwile kiedy podekscytowanie jest mocniejsze, większe. To chwila i czas kiedy zastanawiam się jakie plany układa życie ? Jakie plany ma względem mnie Bóg….

Tęsknię, chyba tak zostanie….Jeśli cokolwiek przynosi ukojenie to marsz. Mija kolejny rok.Jestem lepiej ubrany i wyposażony do wędrowania. Wspominam pierwsze lata: noce w autobusach, na klatkach schodowych, pod mostem, wybieranie z koszy na śmieci. I to wielkie pragnienie, nie obudzenia się.

Omijam miasto, gdzie czeka tylko ławka dworcowa, gdzie wieczorami światła w oknach…

Tęsknota powoduje że wciąż idę ? czy strach ? plan ?

Bycie na górskiej ścieżce sprawia że krok kolejny ma sens. Idę na szczyt, w dolinę po wodę, w las po gałęzie, na łąkę rozstawić namiot.Mieszkam.
Zamieszkanie…nie obudzenie się…
Jeśli cokolwiek ma się stać, niech to się stanie na górskiej łące.

Na ścieżce Beskidu Wyspowego. 14 sierpień 2010

Fragment z pamiętnika.

 
Są takie dni kiedy nie wędruję, zatrzymanie w zatrzymaniu. Gdy przestaje iść ciało, wędrówkę zaczynają myśli. Wędrują w różnych kierunkach, przekraczając bariery. Najgorsze są te, które budzą gniew i złość. Te które przypominają że czuję się wykorzystany, okradziony, zdeptany. Boleśnie dociera do mnie że nie umiem do końca przebaczyć. Nigdy nie należałem do walczących o tzw swoje. Utkwiło mi w pamięci i w sercu że gniew i pomsta należą do Boga. Nie chcę się niczego już dowiadywać, dywagować. Wracać do tego, co spowodowało, ze założyłem kiedyś linkę na szyję. Dziś każdy dzień jest dla mnie darem, wyjątkowym. Nawet ten, podczas którego przemierzałem kilometry pobocza,od przystanku do przystanku,aby znaleźć coś w koszach na śmieci…Noce też prezentem, te ciepłe gwiaździste i te ciemne deszczowe, oraz te kiedy budzę się z zimna. Nie użalam się, nie proszę, nie narzekam,nie żądam, nie krzyczę. Coraz częściej przyjmuję wszystko co pobocze życia przynosi, z pokorą, godząc się na los zasypiającego pod drzewem….
Żyć to dawać coś dobrego. Dzisiaj tak jakby mnie nie było. Nie czynię niczego dobrego. Nikt jestem. Nie istnieję. Dzisiaj istnieją słowa- te, których słucham, które wypowiadam. Istnieje pobocze drogi….
 
Pobocze drogi 14 Marzec 2010